O dobroczynności, tej złej

Mam pewien problem z dobroczynnością, największy jednak z niemożliwością jednoznacznego jej ocenienia. To dlatego, że czasem wydaje mi się, że chodzi głównie o ego fundatora, a często o pieniądze. Podkreślam CZASEM.

Pamiętam jak w podstawówce nasza polonistka gnębiła dzieci zbierające pieniądze dla Wielkiej Orkiestry świątecznej Pomocy . W naszym miasteczku odbywało się to głównie na punkowskich koncertach, a wiadomo „brudasy”, które ściągały z tej okazji z całej okolicy nie mogły robić niczego dobrego. Nauczycielka zmieniła zdanie po tym jak urodziła wcześniaka. Mówiła potem w szkole ze łzami w  oczach, że dziecko nie przeżyłoby bez tego sprzętu. Owsiakowi do tej pory wiele osób zarzuca bogacenie się na Orkiestrze.

Podoba mi się co z celebrytami zrobił WWF. Wspomagam ich zresztą miesięcznymi wpłatami od ponad 2 lat. Razem z TVNem zabierają znanych ludzi tam gdzie dzieje się coś złego: odwiedzają osierocone szympansy, miejsca gdzie nie ma wody pitnej, składowane są groźe odpady i takie tam. Jest więc to fajna mieszanka emocjonalnego reality show i programu podróżniczego. Akcja, jak powiedziała mi ich  kwesotrka spowodowała, że ludzie ich rozpoznają, chętniej wpuszczają do domów i pomagają.

Mam jednak duży problem z fundacjami, przeważnie celebryckimi i firmowymi, gdzie z daleka widać, że istnieją one przede wszystkim na chwałę organizatora. Robienie dobrze jest takie szlachetne, a gwiazdy telewizji mogą popracować nad ociepleniem wizerunku. Przeszkadza mi, że są ludzie nastawieni na korzyści, wykorzystując do tego tych potrzebujących.  Dobro powinno dziać się bez obietnicy nagrody, ale zdaję sobie sprawę, że obietnica ta pomaga często osiągnąć rzeczy niemożliwe: pieniądze, zmiany w prawie czy choćby zaistnienie w świadomości społecznej.

W życiu jest podobnie. Czy jak robię coś dobrego i głośno o tym krzyczę, spodziewając się podziękowań i podziwu, to czy jest to dobro mniej warte? Ja uważam, że tak. Chętnie odwdzięczę się za przysługę, ale jeśli wyczuwam, że wdzięczność będzie wymagana w zamian za pomoc, odmawiam. Z przyjemnością za to odwzajemniam się tym, którzy w ogóle się tego nie spodziewają. Ich własnie pozdrawiam :).

Reklamy

2 thoughts on “O dobroczynności, tej złej

  1. pewien buddysta powiedzial mi kiedys, ze dobro czynione z checi zysku rujnuje karme. z drugiej strony moze lepiej, ze ludzie robia to z niskich pobudek, niz nie robia wcale?

  2. No właśnie to nie jest dla mnie takie proste. Piszesz

    „To niezwykle ważne, choćby to co zrobił Owsiak swoją wieloletnią akcją, tego nie da się wyrazić słowami. Gdyby zostawić to do zrobienia rządowi doprowadzenie dziecięcych szpitali do obecnego stanu zajęło by im chyba ze 100 lat.”

    Tymczasem nie wiemy ile i czego państwo w ciągu roku przeznacza i też nikt nigdy nie wyliczył, ile rząd dokłada się do Owsiaka. Bo w końcu dostaje w całym kraju za darmo miejsce, czas antenowy, ochronę i służby porządkowe. A to wszystko kosztuje.

    Natomiast zgadzam się z resztą. To znaczy – wiadomo, że niektóre akcje służą do promocji siebie, bądź też organizacji. I jeżeli przy okazji coś robią, to nie mam z tym jakichś większych problemów.

    To co mnie smuci (no dobra, to może za bardo dramatycznie zabrzmiało), to fakt, że mało kto pamięta o tych everyday heroes, którzy pomagają po cichu. Gdzieś tam plącze mi się opowieść o wdowim groszu, ale to już chyba by za słitaśne było.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s