Making of…

Mój kolejny popis wideo z wystawy w Londynie. Wideo to stworzyłam dlatego, że napraw∂e to lubię. Przyda się do dokumentacji oraz mam nadzieję pokazania przyszłym sponsorom. Sponsorów szukam zawsze :)

Tak na pamiątkę: Jak instalowaliśmy wystawę Warsaw Calling

Warsaw Calling! – to nie wszystko

Kilka dni temu wróciłam już z Londynu z odbywającego się festiwalu mody International Fashion Showcase, w ramach London Fashion Week. Cała praca z naszą wystawą Warsaw Calling została w zasadzie wykonana przed wyjazdem do Londynu więc na miejscu pozostało nam tylko załatwienie sprawy niewłaściwych manekinów, przeciekającego nad naszą wystawą dachu oraz szeroko pojętego PR. Ponieważ w spawy niezależne od nas interweniowała sama Anna Orsini, szefowa British Fashion Council, wszystko zostało na czas dopięte na ostatni guzik i wyglądało wspaniale.

Oto i wyniki naszej pracy: relacja z wystawy na kanale youtube niezwykle opiniotwórczego brytyjskiego krytyka sztuki, Waldemara Januszczaka. Krytyk bardzo rzadko nawiązuje do swojego pochodzenia i recenzuje polską sztukę, co jest dla nas dodatkowo wyróżniające.

Wśród licznych recenzji nagrodą była też relacja w amerykańskim Women’s Wear Daily. 

Następna edycja festiwalu już za rok :)

Warsaw Calling – polskie projektantki mody w Londynie

Do naszej londyńskiej wystawy coraz bliżej. Już 19 lutego wernisaż, a potem do 24 wystawa. Warsaw Calling to polski wkład w festiwal International Fashion Showcase,  który odbywa się w ramach London Fashion Week. Specjalnie dla naszego londyńskiego PRu przygotowałam film zapowiadający wystawę. Tak bardzo to lubię, że zmontuję jeszcze wersję polską. Dodatkowa materiał wizualny zawsze się przyda :)

Zapraszam do poznania naszych projektantek:

W filmie zabrakło Zosi Ufnalewskiej, która była zbyt zajęta pracą na planie filmowym. Na wystawie za to na pewno będzie.

9 rzeczy, których dowiedziałem się o Rzymie po pijaku

Milady:

Podpisuje się pod tymi wrażeniami. Wiem, że to lenistwo straszne, ale powiedzmy, że też tam byłam wtedy ;)

Originally posted on Zniekształcenie poznawcze:

  1. Wszystkie drogi co prawda prowadzą do Rzymu, ale nikt nigdy nie powiedział mi jak. Okazuje się, że zawile. Tylu ślimaków, dziwnych konstrukcji czy rozwiązań nie widziałem nigdzie na świecie. A trochę pojeździłem. Nie jest niczym niezwyczajnym, widok 3 dwukierunkowych szos obok siebie czy konieczność objechania połowy miasta, bo się źle raz skręciło.
  2. Na tychże drogach przepisy są w zasadzie takimi wskazówkami. Wszyscy na Ciebie trąbią i starają się Cię wyprzedzić. Niezależnie od ilości pasów i dozwolonej i rozwijanej prędkości. O dziwo skuterów prawie nie widać.
  3. #rome #italy

    A photo posted by Piotr Gnyp (@toread) on

  4. Transport publiczny w Rzymie jest bardzo dobry i w zasadzie wszędzie da się dojechać. No może poza godzinami, kiedy się nie da, bo kolejka do pociągu jest tak duża, że z trudem można załapać się dopiero na 3 skład. Poza tym, jest super.
  5. #rome #italy

    A photo posted by Piotr Gnyp (@toread) on

  6. Włosi, tak jak i Francuzi są wyznawcami przerwy…

View original 284 słowa więcej

Pekin już nie stolica rowerów

Miałam częściej pisać posty z podróży. To ważne żeby to robić na gorąco, kiedy są jeszcze żywe emocje. Kiedy jeszcze wszystko ciekawi, zachwyca lub zniechęca. W drodze na Chiński Mur nadrabiam.

W Pekinie miałam mieszane uczucia. Nie jest toAzja jaką znałam do tej pory.
Brakuje tu egzotyki, a nowoczesność jeszcze jeszcze w drodze. Ogrom szklanych budowli i nowych inwestycji, a pomiędzy nimi stare rozpadające sie hutongi – tradycyjne nisko i ciasno zabudowane szare osiedla.

Ale Zakazane Miasto faktyczne zachwyca. Czy z wewnątrz, kiedy gubię sie w niekończących sie uliczkach, domkach, przejściach i murach, czy też patrząc na nie z góry, kiedy w mgle smogu ginie odległe niekończące sie pole historycznych dachów.

Pekin to podobno kiedyś miasto rowerów. Taka jest historia, o której teraz świadczą już tylko wspaniale przystosowane ulice. Pasy rowerowe są szersze niż te dla aut. Nawet tam gdzie dla samochodów jest ich po 5.
Teraz są jednak już prawie puste. Ja z moimi kompanami podróży jesteśmy jedynymi z nielicznych na tych rowerowych autostradach. Kilka rozklekotanych rowerów oprócz nas, więcej cichutkuch elektrycznych motorów. Mieszkańcy przesiedli sie do aut. Taki znak czasu i przemian. A to miasto to raj dla rowerzystów. Na każdej ulicy odgrodzona strefa rowerowa. Często z parawanu kwitnących róż. Nieznacznie zniechęca smog tak straszny, że nie widać słońca w bezchmurny dzień. Tu spokojnie można patrzeć w słońce. Odrobine przeszkadzają też charczący i plujących na światłach współuczestnicy rychu dwukołowego. W sumie nie ma sie co dziwić. Ten szlam z płuc trzeba jakoś wydobyć. Po takim dniu ja wracam do hotelu w bólem głowy.

Teraz też w Pekinie uczę sie na nowo korzyść z internetu. Mój iPhone z ulubionymi aplikacjami jest tu praktycznie bezużyteczny. Prawie nic nie działa. Przesiadłam sie na polskie wyszukiwarki, zrezygnowałam z social media, zmieniłam operatora komunikatora. Ale to też potraktuje jako dodatkową atrakcję.

:)

IMG_3574.JPG

IMG_3544-0.JPG

IMG_3505.JPG

Lato w mieście

Lato w mieście jest naprawdę super. Ciągle powstają nowe knajpy, ale też kolejne świetne miejsca nad wodą. Czy wiecie, że po Wiśle można pływać na desce? Co prawda z wiosłem, ale to i tak świetna sprawa i nazywa się SUP, czyli stand up paddle (wiosłowanie na stojąco ;)?) . Tu zapisy na niedzielne szkółki, lekcje oraz spływy: Wisłą i Wkrą. Na Supie tylko wygląda, że się nic nie robi. Deska, żeby się na niej utrzymać, wymaga równowagi czyli pracy wewnętrznych mięśni ciała. N

Można też przepłynąć Warszawę wzdłuż i w szerz kajakiem po Wiśle. Kolejne plaże, kolejne miejsce na Wake Board. Jest co robić. Tymczasem nasz magazyn Hashtag doczekał się filmu promocyjnego w tym klimacie! Ja w nim występuje. Enjoy!

Mój pierwszy film video dla magazynu Hashtag

Z wizyta w bielińskiej pracowni artysty malarza i twórcy wideo Dominika Lejmana. Darmowy Hashtag Magazyn, z którego pochodzi materiał do pobrania:
itunes.apple.com/us/app/hashtag-magazine/id889227193?mt=8
play.google.com/store/apps/details?id=pl.hashtag

 

Okazja nocleg w Nowym Jorku za 1 dolara! Tak dokładnie to nie żart

Originally posted on Little Town Shoes :

10511576_1506601982889653_7773790244104136785_o

Dokładnie! 1 dolar na jeden dzien. Nocleg dla jednej osoby.

Pobyt minimum dwa dni ale nie więcej niż piec dni.

Niewątpliwie najtańsze zakwaterowanie jakie można znaleźć w Nowym Jorku, a rezerwacje będą przyjmowane już od 1 sierpnia 2014 roku!

Mieszkanie trochę nietypowe… jest to bowiem klatka w mieszkaniu nowojorskiego artysty Miao Jiaxin.

Tak wygląda na zdjęciach:

Aby otrzymać ten okazyjny nocleg musisz postępować z określonymi przez artystę zasadami:

1. Musisz przebywać w klatce codziennie przez przynajmniej trzy godziny od 21.00 do 24.00

2. Twój pobyt będzie nagrywany i transmitowany na żywo na stronie facebookowej artysty

3. Przez te trzy godziny w klatce nie będziesz miał dostępu do internetu ani żadnego innego urządzenia elektronicznego, nie możesz czytać książek, nie możesz zajmować się żadnymi robotkami, nie możesz ćwiczyć ani medytować, nie możesz z nikim rozmawiać ani spać.

4. Twoja aktywność będzie monitorowana i rejestrowana. Wszelkie naruszenia regulaminu spowodują utratę depozytu 100 $…

View original 100 słów więcej

Studio visit: Dominik Lejman

Milady:

Zapraszam na wirtualną wycieczkę po  pracowni wspaniałego polskiego artysty Dominika Lejmana.

Wizyta w pracowni to szczególna forma artystycznej praktyki. Pozwala oglądać sztukę od kulis, w miejscu jej tworzenia, z komentarzem samego autora. Przyjemność ta jest zwykle zarezerwowana dla kuratorów, marszandów oraz kolekcjonerów sztuki. Dominik przyjął nas, zwykłych przechodniów bardzo miło.

Originally posted on Studio visit:

Polski artysta współczesny, zajmuje się malarstwem i sztuką wideo i w niespotykany sposób łączy je ze sobą. Od 2005 roku prowadzi pracownię malarstwa na Uniwersytecie Artystycznym w Poznaniu. Mieszka i pracuje w Poznaniu i Berlinie. Laureat Paszportu POLITYKI na rok 2001.

Dominika odwiedziliśmy w długi majowy weekend w Berlinie, gdzie ma pracownię, a wideo z wizyty można zobaczyć w nowym magazynie multimedialnym do czytania na tabletach pt.  #hashtag. Za darmo do pobrania z AppStore lub GooglePlay. 

iPady:

https://itunes.apple.com/us/app/hashtag-magazine/id889227193?mt=8

Androidy:

https://play.google.com/store/apps/details?id=pl.hashtag

Zapraszam.

portret

DSC_1978

my5

my2

DSC_1969

IMG_3930

Foto i wideo: Łukasz Buhl, Michał Górski, Kuba Styperek, Beata Dudzic.

Dziękuję za pomoc galerii Zak – Branicka oraz Paulinie Latham.

View original

Być kobietą w Stambule

2014-06-11 13.16.38 2014-06-11 13.27.50-1 2014-06-11 13.53.37 HDR 2014-06-11 13.19.06-1 2014-06-12 18.00.04 2014-06-12 18.03.09

Po raz kolejny młody człowiek w metrze w Stambule wpatruje się we mnie jakby chciał mnie zgwałcić wzrokiem. Bez wstydu przejażdżka wzrokiem z góry na dół jakby oglądał towar na bazarze. Nie przeszkadza mu, ze obok mnie stoi kolega, mógłby być zresztą moim mężem lub chłopakiem, i prowadzimy rozmowę.

Niestety podróżujące do Turcji kobiety nie maja łatwo. Stambuł, myślałam, to zupełnie co innego. Przecież to Europa, metropolia. Nic bardziej mylnego. Pomimo tego, że geograficznie jest to Europa i ma 14 mln mieszkańców do Europy jest jeszcze spory mentalny kawałek.

Owszem są tam turystyczne miejsca gdzie nikt nie zwróci na dziewczynę uwagi, ale ja lubię zboczyć z popularnych szlaków i przeczesać w zakamarki miasta. Często sama.
Idąc dużym deptakiem dzielnica Bejolu w stronę placu Taksim na pewno nic ci się nie zdarzy, ale już buszując z aparatem po nadbrzeżnej dzielnicy w okolicy targu rybnego i małych lokalnych knajpek lepiej pomimo upału porządnie się ubrać. To da tylko odrobinę więcej komfortu, bo blond włosy i tak będą przyciągać uwagę. Można je np. spiąć w ciasnego koka.

Może się przysiądziesz, tu jest miejsce, zaczepił mnie siedzący obok wierzy Galata młody mężczyzna.
Właśnie wyszłam z najwyższego punktu w tej części Stambułu, skąd podziwiałam widok na cała cieśninę Bosfor i miasto. Pomyślał ze odpocznę chwilkę przejrzę przewodnik i zdecyduje gdzie pójdę dalej.
Zniechęcona ciągłymi zaczepkami odmówiłam. Skąd jesteś, nie poddawali się. Z Polski, a wy? Tutejsi. Z niedowierzaniem spojrzałam na dwóch blondynów. Przyznamy, że zainteresowało mnie to. Dodatkowym atutem było to, że jeden mówił bardzo dobrze po angielsku wiec postanowiłam, że zostanie moim lokalnym informatorem. Blond włosy zawdzięczali przodkom z czasów imperium Ottomańskiego sięgającego połowy europy. Jednego dziadek był krymskim Tatarem, drugiego korzenie sięgały Macedonii.

Opowiadali ciekawe rzeczy o wielkiej i wspaniałej Turcji, ale dla bezpieczeństwa ściągnęłam na spotkania moją siostrę i koleżankę i dałyśmy się wspólnie oprowadzić po mieście i lokalnych restauracjach. Wypytałam ich o politykę, religię, historie i zwyczaje rodzinne. Jednak po zakomunikowaniu im, że wszystkie jesteśmy zajęte w takich lub innych związkach kompletnie stracili zainteresowanie. Koniec z rozmowami, z drinkami, z opowieściami. Koniec z planowanym wyjazdem na wyspę.

Wnioski są dla mnie smutne. Dla znajomych mi mężczyzn oczywiste. Nie ma przyjaźni damsko -męskiej. Wszystko się kręci wokół dupy, niezależnie od tego czy to w Europie czy w Azji. Dziękujmy bogu za gejów, najlepszych przyjaciół kobiet płci przeciwnej.

Po tych przygodach powróciłam do Polski trochę zawiedziona. Piękne historyczne miasto, niesamowita atmosfera, pyszne jedzenie, ale czegoś jednak zabrakło. Zdałam sobie sprawę, że to ludzie powodują, że o mieście czy kraju myślę ciepło i chce tam wracać. Turcja pozostawiła im nieładny posmak.

 

 

Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Dołącz do 35 obserwujących.